Koniec bezpłatnych staży?

Wikicommons
Pańszczyzna, współczesne niewolnictwo, bezpłatna harówka, wykorzystywanie, wykonywanie usług firmowego baristy - to tylko przykładowy zbioru epitetów, jakimi kultura studencka obdarzyła bezpłatne staże. Jednak równanie na rynku pracy jest proste – nie masz stażu, to nie masz doświadczenia. Nie masz doświadczenia, to nie znajdziesz pracy.

Bezrobocie wśród ludzi młodych to jedna z plag nie tylko naszego państwa, ale całej Unii Europejskiej. W Polsce stopa bezrobocia wśród osób do 30 roku życia wynosi 27% i jest to tym samym więcej niż i tak już zatrważająca średnia unijna – 23%. Jednym z powodów takich wyników są wysokie wymagania rynku pracy wobec absolwentów, w tym konieczność posiadania wieloletniego doświadczenia. Dlatego też młodzi są skazani na staże. I to te bezpłatne, na które często muszą decydować się także absolwenci. Fakt ten wykorzystują pracodawcy, zatrudniając młodych na właśnie tak zwany „bezpłatny staż”. Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej. Nierzadko taki staż nie spełnia swojego podstawowego wymagania – młody człowiek nie zdobywa umiejętności, które przydadzą mu się w późniejszej pracy. Jednak bardzo często jedyną nauka jaką wynosi stażysta, jest nauka gustów kawowych starszych pracowników. Są to tak zwane staże niskiej jakości.


W świadomości opinii publicznej problem ten często zostaje spłycony i sprowadza się wyłącznie do tego, że młodzi nie chcą wykonywać pracy za darmo. Zapomnianym faktem jest, że ta sytuacja rodzi nierówności między studentami. Wielu zwyczajnie nie może sobie pozwolić na odbycie bezpłatnego stażu, gdyż aby utrzymać się na studiach, potrzebują stałego zarobku. Stawia to automatycznie w lepszej sytuacji studentów zamożniejszych. Studentów, których, co warto zaznaczyć, nie jest zbyt wielu.

Środowiska lewicowe odpowiadają na to postulatem zakazu bezpłatnych stażów. Podobne zdanie ma Komisja Europejska, która uważa że staże powyżej miesiąca powinny być opłacane. Jednak wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce byłoby wilczą przysługą dla młodych - zamiast być zatrudniani na staże bezpłatne, w ogólnie nie byliby zatrudniani.

Odpowiedzią Ministerstwa Pracy na bezrobocie wśród młodych i na wspomniane bezpłatne staże są tak zwane „bony stażowe” oraz „bony zatrudnieniowe”. Były one jednymi z elementów wprowadzonej w 2014 roku nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia. Ten pierwszy przyznaje starosta osobom bezrobotnym do 30 roku życia. Bon finansuje koszty dojazdów z i do miejsca pracy, badania lekarskie oraz przyznaje stypendium stażowe w wysokości 120% zasiłku. W ten sposób to nie pracodawca, lecz starosta wypłaca wynagrodzenie za pracę. Czas trwania tego bonu to 6 miesięcy, jednak pracodawca przyjmujący zobowiązuje się do zatrudnienia stażysty na kolejne pół roku. Korzyść dla stażodawcy jest jeszcze jedna – to premia w wysokości 1 500 złotych.

Inną formą wsparcia młodych na rynku pracy jest „bon zatrudnieniowy”. Polega on na umowie między urzędem pracy, a pracodawcą. Pracodawca zobowiązuje się zatrudnić pracownika do 30 roku życia na okres minimum 18 miesięcy. Ze swojej strony urząd pracy finansuje część kosztów wynagrodzenia i składek na ubezpieczenie społeczne przez okres 12 miesięcy w wysokości 100 proc. kwoty zasiłku.

Program Ministerstwa wykorzystuje rozwiązania sprawdzone chociażby w Austrii. Niestety program dotyczy tylko absolwentów, co ogranicza jego skuteczność. Pojawiają się także doniesienia, iż w pierwszym roku funkcjonowania programu pieniądze po prostu bardzo szybko się skończyły. Niemniej jednak szacunki pokazują, że rozwiązanie już po roku funkcjonowania przyniesie efekty i bezrobocie spadnie poniżej 12%. Na szczegółowe dane, w tym na odpowiedź na pytanie, jak wpłynęło to na liczbę stażystów niepobierających wynagrodzenia, przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Według szacunków w Unii Europejskiej od 66 do 90 proc. stażystów otrzymuje pracę po odbyciu stażu. Zatrudnianie młodych na płatne staże z perspektywy pracodawcy musi się po prostu opłacać. Według badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii dotacje są kluczowym czynnikiem decyzyjnym o tym, czy zaoferować możliwość ich odbywania. Warto więc promować i rozwijać formy takie jak dotacje dla stażodawców, refundacja pozapłacowych kosztów pracy, ubezpieczenia społeczne i inne. Dzięki temu staży będzie po pierwsze więcej, a po drugie będą one płatne.

Jednak jest to tylko substytut zmian, które muszą zajść w polskim szkolnictwie. Mianowicie musi ono zostać ściślej powiązane z rynkiem pracy, na wzór tego jak funkcjonuje to w krajach, które problemów z bezrobociem wśród młodych nie mają – takich jak Niemcy, czy Austria. Po pierwsze przez większe dostosowanie rynku edukacyjnego do potrzeb rynku pracy (w tym szczególnie promocję szkolnictwa zawodowego), a po drugie wypracowanie form łączących wiedzę teoretyczną zdobywaną w placówkach edukacyjnych i praktyczną, zdobywaną w firmach na wzór niemieckiego systemu VET. Bez tego nie pokonamy ani szerszego problemu bezrobocia wśród młodych, ani jego pokłosia, czyli bezpłatnych staży.
Trwa ładowanie komentarzy...